Milver – Syla 51:53 (11:16, 6:13, 18:8, 16:16)
Milver, to druga drużyna obok Ryzykantów, która nie zaznała jeszcze smaku zwycięstwa, ale jej porażki są odnoszone w zupełnie innym stylu. Ta z Sylą okazała się najsmutniejsza, bo odniesiona w niesamowicie dramatycznych okolicznościach. Początek wcale tego nie zapowiadał, bo Syla od początku miała w tym meczu inicjatywę, co potwierdziły pierwsze dwie kwarty, wygrane 16:11 i 13:6, co dało dość pewne prowadzenie do przerwy 29:17. W drugiej części jednak z każdą chwilą Milver zbliżał się do przeciwnika. Czterema trójkami popisał się Dariusz Makurat, skuteczność odzyskał Łukasz Bartniczak (13 pkt), a bardzo dobrze w ataku i na tablicach spisywał się Robert Baumgart (14 pkt i 14 zbiórek). Syla zbyt szybko uwierzyła, że ma mecz pod kontrolą i to się mogło zemścić. Milver mozolnie odrabiał punkt po punkcie i dzięki wygranej trzeciej kwarcie 18:8, zbliżył się na różnicę zaledwie dwóch punktów, co otwierało doskonałą okazję przed czwartą kwartą. W tej na domiar złego za pięć fauli w ekipie Syli spadli Karol Rychlicki i najskuteczniejszy (19 pkt) Sławomir Trojanowski. Wynik zaczął oscylować wokół remisu i stało się jasne, że o wszystkim zadecyduje sama końcówka, ale nikt chyba nie myślał, że będzie ona aż tak emocjonująca. Na 8 sekund przed końcem meczu Milver przegrywał 48:50 i wtedy to na szalony rzut zdecydował się Karol Drzewiecki, trafiając za 3 punkty. Milver objął prowadzenie 51:50, ale kilka sekund zostało jeszcze Syli. Piłkę wyprowadził Jakub Bednarski, przekozłował kilka metrów, wyczekał niemal idealnie i oddał rzut tak precyzyjnie i późno, że piłka czyściutko wleciała do kosza na 0,3 sek. przed końcem meczu. Gracze Milvera nie zdołali już odpowiedzieć i byli, co zrozumiałe załamani. Drużyna przegrała czwarty mecz z rzędu, w tym drugi w samej końcówce, tracąc niemal już wszystkie szanse na rundę play-off. Bednarski natomiast utonął w ramionach kolegów, a Syla odniosła trzecie zwycięstwo, choć trzeba przyznać, że bardzo szczęśliwe.
