Finał będzie powtórką sprzed roku!

Półfinał nr 1

Lucky Team – MSI Telekom 49:44 (14:12, 12:12, 9:11, 14:9)

MSI postawiło bardzo trudne warunki wicemistrzowi, dzięki czemu byliśmy świadkami bardzo dobrego i co najważniejsze do samego końca wyrównanego spotkania. Od samego początku żaden zespół nie potrafił uzyskać wyższego prowadzenia. W ekipie Lucky Team zabrakło w składzie Pawła Okomskiego, natomiast w MSI nie zagrał Łukasz Nikołajczyk. Cichym bohaterem pierwszych dwóch kwart w Lucky Team został niespodziewanie Michał Stempień, którego punkty pozwalały utrzymywać faworytowi wynik, oscylujący wokół remisu. Stempień nieco zlekceważony przez obrońców MSI już w pierwszej kwarcie rzucił dwie trójki, a w całym spotkaniu zdobył 11 punktów (nieco przygasł w drugiej połowie). Pierwsza kwarta zakończyła się skromnym prowadzeniem Lucky Team 14:12. W drugiej obraz gry się nie zmieniał. W MSI ciężar lidera przejął na siebie Dariusz Igliński, który brylował indywidualnymi akcjami – 19 pkt (3×3). „Dari” dokonał przy tym rzeczy niespotykanej, jak na tak niskiego zawodnika, ponieważ wyrównał rekord bloków rundy play-off, zatrzymując trzy rzuty rywali. Zważywszy na to, że Igliński jest jednym z niższych zawodników, wyczyn z pewnością godny uwagi. Głównie dzięki punktom Iglińskiego i Olkowskiego (11 pkt) MSI długo trzymało się bardzo dzielnie. W pewnym momencie w trzeciej kwarcie ekipa Krzysztofa Kułakowskiego wyszła nawet na dwupunktowe prowadzenie! Losy meczu rozstrzygnęły się w czwartej kwarcie. W dużej mierze o porażce MSI zadecydowały szybko złapane faule na początku ostatniej kwarty. Zawodnicy MSI musieli grać już dużo bardziej ostrożnie w obronie, co skrzętnie wykorzystywali koszykarze Lucky Team. W drugiej połowie rozkręcił się Piotr Materek (15 pkt, 15 zb, 4 przech). To właśnie na liderze Lucky Team gracze MSI łapali najwięcej fauli, a co gorsze dla MSI, Materek wykazał się niezłą skutecznością w rzutach wolnych. Jeszcze na dwie minuty przed końcem meczu, wynik był sprawą otwartą, ale ostatecznie Lucky Team utrzymało pięciopunktową przewagę i po wielkich trudach za sprawą ambitnej postawy MSI, zameldowało się jednak po raz drugi z rzędu w wielkim finale.

Półfinał nr 2

Corleone Team – KAR-BET Team 91:61 (19:17, 28:8, 24:19, 20:17)

Drugi z półfinałów miał już bardzo jednostronny przebieg. W pierwszej kwarcie głównie dzięki wielkiej ambicji KAR-BET zdołał jeszcze nawiązać walkę i przegrywał tylko 17:19, ale w drugich dziesięciu minutach Corleone zbudowało już przewagę, której mistrzowie nie oddali do końca, dokładając jeszcze sporo punktów w drugiej połowie. Początek drugiej kwarty to okresy gry, wygrany przez Corleone 20:2 i to właśnie ten moment sprawił, że mistrzowie mogli już do samego końca grać radosną koszykówkę. Zdobyczą punktową podzieliła się głównie trójka najaktywniejszych graczy: Herman 23 pkt, Stosik 23 pkt i Dolny 22 pkt przy czym „Hery” trafił cztery trójki, a Stosik trzy razy przedziurawił kosz z dystansu. Wyraźnie odebrało to ochotę do gry zawodnikom KAR-BET-u, którzy od trzeciej kwarty walczyli już tylko o honor i zachowanie twarzy. Wśród przegranych najlepsze wrażenie zrobił tym razem Daniel Klein (21 pkt, 3×3), ale wyraźnie brakowało mu wsparcia wśród pozostałych rzucających. Maciej Bzdawka dołożył co prawda swoje 12 punktów, ale większych z nich zdobył, gdy było już po meczu. Mniej skuteczny był tym razem Paweł Ratkowski, który rzucił 8 punktów, ale za to ustanowił nowy rekord zbiórek fazy play-off, „sprzątając” piłkę spod tablicy aż 24 razy (przy 32 zbiórkach całej drużyny Corleone!). Drugie dwadzieścia minut stało już pod znakiem lekkiej przewagi Corleone. Mistrz dołożył jeszcze kilka punktów do imponującej różnicy, wygrywając ostatecznie półfinał trzydziestoma punktami, a więc bardzo zdecydowanie. Tak więc w finale spotkają się dokładnie te same drużyny, co roku temu. Tym razem jednak to Lucky Team wystartuje w roli zespołu, który do tej pory nie zanotował żadnej porażki, co zwiastuje nam niebywałe emocje.

 

Mecz o 5. miejsce:

Arpol – Bud-Pap/Roplast Team 47:29 (11:9, 5:4, 18:7, 13:9)

Mecz o piąte miejsce toczył się w przyjaznej atmosferze i w dość wolnym tempie. Arpol udowodnił, że nie liczy się ilość, a jakość, a o zwycięstwie ponownie zadecydowały rzuty z dystansu. Zawodnicy Arpolu aż 9 razy trafiali za trzy punkty, zdobyli więc 27 z 47 punktów właśnie w ten sposób. Po cztery trójki rzucili rywalom Daniel Włodarczyk i Tomasz Beker. Mimo to, dopiero w trzeciej kwarcie udało się Arpolowi zbudować większą przewagę. Pierwsza połowa zakończyła się skromnym prowadzeniem Arpolu 16:13. Na uwagę zasługuje bardzo niski wynik, który był efektem głównie słabej rzutowo drugiej kwarty, która zakończyła się wygraną Arpolu 5:4, a gracze BUD-PAP-u dopiero w samej końcówce zdobyli w niej punkty, wcześniej rażąc nieskutecznością. Tym razem najwięcej punktów dla BUD-PAPU (10 oczek) zdobył Łukasz Bartniczak. Cały zespół był jednak bardzo nieskuteczny, o czym świadczy zaledwie 29 punktów w meczu. Dzięki temu Arpol, nie mając ani jednego rezerwowego mógł dość spokojnie od trzeciej kwarty kontrolować przebieg meczu i dzięki solidnej skuteczności z dystansu wygrać całe spotkanie i zdobyć, niezłe piąte miejsce w lidze.

 

Mecz o miejsce 7. Nowe Basket Team – Celcom Olimp Jeżewo zakończył się walkowerem 20:0 dla drużyny z Nowego, ponieważ Celcom przystąpił do spotkania tylko z czterema zawodnikami. Drużyny zagrały między sobą nieoficjalny mecz towarzyski, natomiast siódme miejsce w ŚALK zajęła drużyna z Nowego.

 

Polecane